Menu
Najaktywniejsi
Levyrroni23682
olucha317849
Ev_067823
Barbie de...5708
Obrigado5543
Jogobella5297
Ika_4459
DulceeMar...4014
Dominiikaa3721
Zbuntowani3262
Polecamy
Boks reklamowy

Witaj Gościu, nie masz dostępu do części serwisu. Aby uzyskać całkowity dostęp należy się zarejestrować.

 
Maite dla Glamour Mexico
 
Maite Perroni Beorlegli

Glamour: Maite jesteś w jednym z najlepszych momentów twojej kariery. Teraz pojawiasz się z nową telenowelą, Antes muerta que Lichita. Jak pracuje się nad tym projektem?

Maite Perroni: Jestem bardzo szczęśliwa! Eksperymentuję z nowymi technikami aktorskimi z tą główną rolą- Alicii (Lichity)- ponieważ ona i ja jesteśmy całkowicie różne, począwszy od wyglądu zewnętrznego aż po nasze nastawienia do życia. W pewien sposób czuję, że musiłam ponownie wejść w proces tworzenia postaci, brakowało mi już tego! Historia ma zabarwienie komediowe, rodzinne i różni się od tego co powszechnie widzimy w telenowelach. Tak wiem, brzmi to jak banał, ale od pierwszego momentu kiedy przeczytałam scenariusz, poczułam czystą magię; to coś co robimy z całego serca, z priorytetem zadowolenia publiczności… oni są sędziami!

Glamour: Kiedy mówisz, że miałaś okazję zagłębić się w postać tak różną od ciebie, możesz nam opisać proces, aby to zrobić?

Maite Perroni: To było nawet łatwe… przed rozpoczęciem nagrania, Benjamín Cann—reżser— poprowadził każdego z nas aktorów za rękę, żeby nasza gra wyglądała naturalnie. Pamiętam dzień kiedy powiedział mi: „pokaż mi wszystko tak jak myślisz, że Lichita wykorzystywałaby normalny dzień w swoim życiu”; to było bardzo zabawne ćwiczenie kreatywności, ponieważ pozwoliło mi wejść w proces tworzenia postaci i wyjście ponad to co już napisane w scenariuszu. Nie chciałam naśladować, ale rozwinąć coś autentycznego. Uczyłam się wyczucia komizmu, efektów teatralnych… to było satysfakcjonujące. Dzięki takim doświadczeniom jak te, nie możliwością jest zapomnieć dlaczego uwielbiam aktorstwo. Wzbogaca ci duszę pracowanie w tak inteligentny sposób.

Glamour: Odkąd po raz pierwszy weszłaś na plan, aż po dzień dzisiejszy, jaki był twój rozwój jako aktorki?

Maite Perroni: Był całkowity; począwszy od sytuacji podbramkowych, które uczyniły mnie dojrzalszą aż po długie dni kiedy mogłam cierpliwie przeanalizować sprawy. Punktem zwrotnym w moim życiu było bycie częścią Rebelde. Dało mi szansę na nowe doświadczenia i tam odkryłam, że scena była moim przeznaczeniem. To był proces, który wymagał ode mnie dużo czasu i cierpliwości, ale umocnił moją pewność siebie i dyscyplinę. Jak w przypadku każdego przedsięwzięcia, owszem są te etapy gdzie czujesz się zmęczona, ale to także jest częścią uroku. Należy znaleźć inspirację i iść dalej.

Glamour: Rok temu wydałaś także swój pierwszy album, Eclipse de Luna, jak publiczność przyjęła twoją propozycję muzyczną?

Maite Perroni: To było ogromne wyzwanie w moim życiu. Zawsze zastanawiam się nad podjęciem nowych kroków i doświadczaniu w innych dziedzinach. Żyłam już dzieląc scenę muzyczną z pięciona innymi osobami, w RBD, które okazało się wielkim sukcesem… ale jako solistka, sprawy nie są takie proste. Trzeba mieć mocną dyscyplinę i poświęcić cały swój czas w proces nagrywania. Zamieszkałam w Nowym Jorku, pobierałam lekcje, zaczęłam komponować, pisać… jestem dumna, że zrobiłam ten album od podstaw niemal własnoręcznie. Wciąż wiele mi jeszcze brakuje do zrobienia w muzyce, ale oczywiście później powrócę. Po tym wszystkim, mamy cztery single w radiu i wszystkie na pierwszych miejscach.

Glamour: Kiedy byłaś w RBD, najważniejsze było myślenie i podejmowanie decyzji w grupie. Teraz kiedy jesteś panią swojej własnej drogi, czujesz, że masz większą swobodę twórczą?

Maite Perroni: Myślę, że słowa „swoboda” nie mogłabym użyć w tym przypadku, ponieważ grupa to był etap nauki i cieszę się, że nie przeżyłam go sama. Weszłam nie wiedząc absolutnie nic i to doświdczenie ukształtowało moją karierę. To nie był etap błyszczenia, ale wchłaniania wszystkiego co mogłam. Miałam podstawy i technikę, ale to nie wystarcza jeśli nie masz odwagi. To był mój pierwszy raz przed publicznością i odpowiedzialność była ogromna. Mieliśmy ogromną rzeszę widzów! Po zakończeniu RBD, daleka od poczucia przygnębienia, zaczęłam dowiadywać się co będzie moim kolejnym projektem. Nigdy nie odsuwałam na bok tego doświadczenia, to byłoby niesprawiedliwe. Wracając do przeszłości, mogę jedynie czuć dumę i miłość.

Glamour: Po zakończeniu Rebelde, nie czułaś obawy?

Maite Perroni: Czułam nostalgię, smutek, wiedziałam, że będzie mi tego brakowało… ale poszłam dalej tak szybko jak tylko mogłam, aby kontynuować budowanie mojej kariery. Dzięki temu, moja pierwsza główna rola pojawiła się bardzo szybko, więc nie było zawahania. Pamiętam bardzo dobrze: kiedy zakończył się ostatni koncert RBD, w Madrycie 23 grudnia 2008, pojechałam na urlop z moją rodziną do Rzymu… wróciłam do Meksyku i natychmiast dołączyłam do mojej pierwszej telenoweli, Cuidado con el Angel. Nie miałam czasu, aby usiąść i opłakiwać. Poszłam dalej.

Glamour: Nie spoczywanie na laurach pomogło ci iść na przód.

Maite Perroni: Trudno jest poznać klucz do sukcesu czy klucz do tego, aby coś się powiodło. Moim sekretem, jest życie teraźniejszością i odczuwanie jej w pełni. Kiedy wiesz, że etap się kończy, trzeba nauczyć się powiedzieć „żegnaj”. I nie tylko w życiu zawodowym, także w osobistym. Zamykając cykle, otwierasz ramiona na to co nowe w życiu.

Glamour: Oczywiście, jak absolutny zawodowiec!

Maite Perroni: Nie wiem, czy zrobiłam to jak ekspertka! Ale pomogła mi odrobina szczęścia i ciężka praca. Nic nie przychodzi z niczego. Zdarza mi się, że ludzie myślą, że nie ruszyłam nawet palcem i że wszystko dzieje się za sprawą magii. Ale to czego nie widzą, to to, że czasem śpię dziennie po trzy, cztery godziny na dobę przez trzy kolejne tygodnie, prawie nie widuję mojej rodziny… ten wysiłek jest niewidoczny, ale zachowam to dla siebie, jako osiągnięcie.

Glamour: Jest coś za czym tęsknisz ze swoich dni w Rebelde?

Maite Perroni: Wszyscy w grupie przeżyliśmy piękne i wspaniałe rzeczy. Nigdy nie myśleliśmy, że dobiegnie to końca. Nie byliśmy świadomi tego jak wspaniałe to wszystko było i przeminęło. Teraz kiedy minęło 11 lat od pierwszego odcinka nie mogę uwierzyć, że nie podeszłam do tego z większym spokojem i na luzie. Pamiętam piękny moment: kiedy śpiewaliśmy na stadionie Maracaná w Brazylii. Byłam ogromnie zdenerwowana, bałam się, że zapomnę tekstów czy choreografii… minęła sekunda… i już… chwila się skończyła. Trudno było się nią w pełni cieszyć.

Glamour: W tym wieku, wspaniale jest przeżywać sławę… ale kiedy kamery wchodzą do twojego życia osobistego, czy to nie jest bardzo uciążliwe?

Maite Perroni: Wszystko się uregulowało. Miałam 20 lat kiedy zaczynałam. I nie dorastałam w środowisku medialnym. Miałam normalne dzieciństwo i dorastanie. Nie byłam szarą myszką, ani też nie żyłam w studiu telewizyjnym. Spędzałam czas z moją rodziną, moimi przyjaciółmi, byłam z tych którzy przeżywali swoją pierwszą samodzielną podróż, czy pierwszą randkę… cieszyłam się tym tak bardzo w rzeczywisty sposób, że kiedy ten fenomen pojawił się w moim życiu, miałam już solidne podstawy emocjonalne i to pomogło mi, aby postawić granice co chcę pokazać przed kamerami a czego nie. Nie czuję niechęci do tych środowisk, lubię równowagę, którą nabyłam z obu tych światów.

Glamour: Jak obecnie radzisz sobie z krytyką?

Maite Perroni: Nie jest łatwo, a wiesz czemu? Ponieważ w tego rodzaju przemyśle „produktem” (nazywając inaczej) jesteś ty, więc niemożliwością jest, aby nie brać krytyki osobiście. Jeśli pracujesz w agencji reklamowej i podajesz napoje, klientowi może nie spodobać się kolor, muzyka, tekst… i już, nic się nie dzieje, zmienia się wszystko. Ale kiedy jesteś aktorką, krytka dotyka cię bezpośrednio, jesteś gruba, jesteś chuda, nie umiesz śpiewać i wszystko w destrukcyjnym tonie. To co mi pomogło to oddzielenie moich projektów od osoby jaką jestem w rzeczywistości. Jeśli nie spodobał wam się odcinek telenoweli w kolejnych wprowadzimy zmiany i gotowe, nie ma problemu. Żadne z negatywnych komentarzy nie opisują mnie, nie mówią absolutnie nic o prawdziwej Maite.

Glamour: A życie gwiazd wydaje się takie idealne…

Maite Perroni: Nie! Myślą, że to zerowy wysiłek… chciałabym, abyśmy mieli przenośny Photoshop na czerwonych dywanach, abyśmy wyglądali nieskazitelnie.

Glamour: Uważasz się, za wzór do naśladowania?

Maite Perroni: Staram się szerzyć ideę, że nie powinniśmy stawiać gwiazd na piedestale. Pewnego dnia popełnisz błąd i boom, koniec. Albo skończą z tobą, lepiej mówiąc. Wciąż się uczę rzeczy, staram się odkrywać. Jeśli jutro zrobię coś co nie przypomina pozostałych czynów, muszę obronić swój punkt widzenia i zapomnieć o reszcie. Staram się być tak autentyczna jak to możliwe. I w końcu to jest piękne ponieważ ludzie śledzą moją karierę, ponieważ kochają mnie za to jaka jestem, nie za jakiś fałszywy wymyślony obraz.

Glamour: Czy zmieniła coś w tobie sława?

Maite Perroni: To miłe, że ludzie uznają to co robisz. Czuję się szczęśliwa i wdzięczna. Ale w tej epoce portali społecznościowych nigdy nie brakuje kogoś kto zamieszcza o tobie straszne rzeczy, albo próbuje wtrącać w twoje życie prywatne, czy pisze komentarze o rzeczach o których nie ma pojęcia. To dziwny efekt myślenia, że jeśli jesteś osobą publiczną to wiedzą o tobie absolutnie wszystko… ale to nie prawda! To kwestia pozwolenia sobie na to.

Glamour: To fakt, że z każdą chwilą pojawiają się nowe talenty, uważasz się za konkurencyjną?

Maite Perroni: Skłamałabym ci gdybym powiedziała, że nie lubię wygrywać. Od dziecka taka jestem. I z biegiem lat starałam się zobaczyć to jako coś poztywnego; daleka od chęci usunięcia wszystkich z mojej drogi, staram się uczyć i być szczęśliwą. Bycie dobrą zawodniczką uczyniło mnie odpowiedzialną i zmusza mnie do skupienia się na moich osiągnięciach. Wyzwania są dla samej siebie. Kiedy jedynie myślisz tylko by zdetronizować kogoś innego, przekazujesz coś złego, to tylko wytwarza negatywną energię. Dlatego lubię swoję ekipę, po prostu działamy z zamysłem, aby się rozwijać, nie patrząc na to co robią inni. Jeśli poświęcasz się, aby podkładać przeszkody innym, w końcu możesz upaść.

Glamour: Zmieniłabyś coś w swojej przeszłości?

Maite Perroni: Wielu by powiedziało, że nie, ale ja tak. Zawsze starałam się być zdyscyplinowna wobec siebie samej (diety, zdrowe odżywianie, ćwiczenia), ale bardzo często rzucałam ręcznikiem. Motywacja szybko mi przechodziła, chciałabym być bardziej wytrzymała. Mam wystarczająco w głowie, wiem że to brzmi powierzchownie, ale nikt nie może zaprzeczyć: bardzo ważne jest, aby czuć się dobrze ze sobą samym. To jak się czujesz, odzwierciedla to jak wyglądasz.

Glamour: W temacie miłości, masz wszystko pod kontrolą, chociaż kamery cię śledzą, wierzysz w prawdziwą miłość?

Maite Perroni: Trudno jest zbudować związek w którym obie strony odnajdują równowagę. Historia miłości to nie tylko piękne uczucia. Kochać to odnaleźć swoje odbicie w lustrze, odkrywając pozytywne i negatywne rzeczy nie tylko w drugim człowieku, ale także w sobie samej. Pomiędzy dwojgiem musi być równowaga i umacnianie miłości. To nie oczekiwanie czegoś od drugiej osoby, ale ty (jako kobieta) wiąż się jak chcesz, aby wiązali się z tobą. Prawdziwa miłość istnieje, oczywiście, ale to nie jest coś co znajdujesz wszędzie.

Glamour: Jak widzisz siebie w przyszłości?

Maite Perroni: Zawsze zastanawiam się nad wszystkim co chcę stworzyć. Ale w końcu życie samo jest tym, które zabierze cię do miejsca a jeśli chcesz zajść daleko musisz być spójny w swojej teraźniejszości. Na przykład, w życiu prywatnym, chcę mieć dzieci, rodzinę, czuć się kochana i szczęśliwa z mężczyzną mojego życia. Cieszyć się życiem. To co zasiejesz po drodze to cię czeka w przyszłości.

Glamour: Niedawno słyszałam fazę „Czasami trzeba zaakceptować to, że nie możemy mieć wszystkiego”. Ale teraz kiedy rozmawiamy, wyglądasz jak kobieta, która nie stawia sobie granic.

Maite Perroni: Być może to „wszystko” odnosi się rzeczy materialnych, ale każdy wie co mu daje szczęście i gdzie chce dotrzeć. Jeśli z upływem lat mogę spojrzeć w oczy ludziom, których kocham i wiedzą, że zawsze byłam im wierna to mogę spać spokojnie z czystym sumieniem. To jest „wszystko” co chcę w życiu.

Glamour: Zobaczymy cię pewnego dnia produkującą coś za granicą?

Maite Perroni: Chciałabym. Chcę spełniać się zawodowo w innych krajach. Nie wiem, czy będzie to wkrótce, ale ten temat jest obecny.

Glamour: Jeśli czytalibyśmy książkę o twoim życiu, jaki rozdział czytamy w tej chwili?

Maite Perroni: Ten gdzie na nowo odkrywam siebie. Jestem na etapie, gdzie cieszy mnie większość rzeczy i czuję się znakomicie, ale muszę na nowo przemyśleć sposoby i strategie. Czytamy tę fazę gdzie odnajduję się jako kobieta, przyjaciółka, partnerka, siostra… jestem w ciągłym procesie ponownego odkrywania… i to mnie fascynuje.

Źródło: maite-perroni.blog.pl

Skany i video zobaczycie tutaj: http://mpwcali.blogspot.com/2015/07/maite-perroni-en-la-portada-de-glamour.html#more

Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło